Mapa narracyjna

 


Sięgnąłem po książkę Roberta Macfarlane’a „Dzikie miejsca”, bo mi ją poleciła znajoma. Nie znałem ani autora, ani tym bardziej tytułu. Kilka książek Macfarlane’a, jak się później dowiedziałem, zostało wydanych po polsku. Ta mnie zachwyciła. Opowiada o dzikich miejscach w Wielkiej Brytanii i Irlandii.

U nas, w Polsce, też je można znaleźć. A nawet więcej. Dzięki temu, że byliśmy krajem zacofanym, zachowało się u nas wiele dzikich miejsc. O, choćby nasza Wisła to ostatnia i jedyna dzika duża rzeka w Europie. Pamiętam, jak nią spływałem i oglądałem tysiące ptaków. Środkowa Wisła w XIX wieku, kiedy regulowano rzeki europejskie, znajdowała się na rubieżach imperium rosyjskiego. Kto by sobie wtedy nią głowę zawracał? Dzięki temu przetrwała.

Albo Bieszczady. Gdy miałem mniej czy ponad dwadzieścia lat, były już dostępne dla turystów, ale wciąż jeszcze dzikie. Chodziło się po trudno dostępnych szlakach. Byłem umęczony, ale szczęśliwy.

Pochodzę z Podlasia. Znam więc lepiej ten region niż inne. Tu leży spory fragment słynnej Puszczy Białowieskiej. Tu też jest mniej znana, ale również dzika Puszcza Knyszyńska. Tu są bagna biebrzańskie i narwiańskie. Kiedy byłem dzieckiem jeździłem do rezerwatu „Gorbacz”.  To śródleśne płytkie jezioro. Otacza je teren pokryty mchem torfowcem, na którym rosną setki rosiczek - roślin mięsożernych. Słyszałem o nich, ale nie mogłem ich zobaczyć. Przyjechałem tam na rowerze i początkowo ich nie widziałem. Dopiero jak spojrzałem pod nogi, ujrzałem, że jest ich mnóstwo. Na szczęście w czasie, gdy jezioro zaczęło tam wysychać, nie byłem tam. Kilka lat temu Polskie Towarzystwo Ochrony Ptaków postawiło zapory, dzięki którym woda nie uciekała już z „Gorbacza”. Kiedy więc do niego dotarłem, jezioro wyglądało jak dawniej.

A jeśli chciałem jeszcze większej dziczy, wybierałem się za granicę na wschód. W tamtych czasach ten teren był, owszem, ryzykowny, ale dało się tam pojechać. Ja przeżyłem cały i zdrowy. Niebezpieczeństwa dziś wspominam jako przygody. Pamiętam gęste lasy nad Bajkałem. Spotkana tam kobieta, usłyszawszy, że jesteśmy z Polski, chwaliła „że u was to przynajmniej drzewa równe”. A my właśnie chcieliśmy uciec od tych równych drzew.

Moim odkryciem dawnych czasów była Białoruś. Spoglądałem na nią jak większość Polaków - płaska, bez dostępu do morza czy gór. A jednak, gdy tam pojechałem, zachwyciłem się. To kraj nieprzebytych lasów, jezior i bagien. I ich mieszkańców. Tam po raz pierwszy zobaczyłem małego ptaszka – wodniczkę. I pokrewną jej rokitniczkę. Jesteśmy głównym krajem w Unii Europejskiej, w którym gniazduje wodniczka. Przypominam: Białoruś nie należy do tego zespołu państw. Ale ten kraj może się poszczycić częścią zony czarnobylskiej. Na partię ukraińską, gdzie leży to słynne miasto, zjeżdżały hordy turystów (już nie zjeżdżają, bo przecież toczy się wojna). Na białoruską niemal nikt. Po katastrofie wysiedlono 22 wsie. Pobudowano też wały, żeby zanieczyszczona woda stamtąd nie uciekała. Powstały rozległe pustacie i bagniska. Zobaczyłem tam zwłoki jelenia, które wilki rozwlekły po polowaniu. Dostrzegłem rysia, który wylegiwał się na wyasfaltowanej drodze. Puchacza, który gniazdował na strychu. Dziki zamieszkujące byłe szopy. Gniazda małych ptaków między rozbitymi szybami okien. U nas żółw błotny to rzadkość. Tam, gdy poprosiliśmy, że chcemy go zobaczyć, miejscowy herpetolog przyniósł 4 czy 5 tych osobników.

Wracam do książki. W niej autor cytuje powieściopisarza Wallace’a Stengera, który przekonuje, że „dzikie miejsca są warte znacznie więcej niż kiedykolwiek zdołają wykazać analizy kosztów i korzyści z ich rekreacyjnej wartości ekonomicznej czy też minerałów i zasobów”.

Robert Marcfarlane opisuje, że są dwa rodzaje mapy: siatkowe i narracyjne. „Mapa siatkowa – można tam przeczytać - umieszcza w przestrzeni abstrakcyjną geometryczną sieć, na której każdy obiekt albo jednostkę można oznaczyć współrzędnymi (…). Mapy narracyjne natomiast pokazują miejsce tak, jak je postrzega jednostka lub kultura, działając w nim. Są raczej zapisami konkretnych podróży niż opisami przestrzeni, w której mogłyby się odbyć niezliczone podróże.”.

Na początku były wyłącznie mapy narracyjne. Mapa siatkowa, wynalazek XVI wieku, zdominowała dziś rynek. „Nie chodzi o to, żebyśmy dążyli do rezygnacji z mapy siatkowej - pisze Macfarlane - tylko że nie powinniśmy zapominać o mapach narracyjnych”. Jest nią właśnie książka „Dzikie miejsca”.

I jeszcze jedna rzecz. Pod koniec lat 60. XX wieku do Anglii przybyła choroba grzybicza nazwana holenderską chorobą wiązów. Błyskawicznie się rozprzestrzeniła. W ciągu dziesięciu lat padło tam około trzydziestu milionów drzew. „Chociaż wiązy nie wyginęły, zostały mocno przetrzebione, a wraz z nimi odszedł w niebyt jeden z najbardziej charakterystycznych elementów angielskiego krajobrazu” pisze autor.

Macfarlane cytuje swego przyjaciela Rogera, który pociesza: „Wiąz wróci do Anglii. Nie powinienem się martwić, bo we właściwym czasie, zapewne, kiedy ludzie znikną albo się wycofają, wiązy znów wyrosną”.

Wszystkie cytaty z książki Roberta Macfarlane'a "Dzikie miejsca" w tłumaczeniu Katarzyny Bażyńskiej-Chojnackiej.

Komentarze

Popularne posty